Aleksandar Tišma, „Kapo”, Wydawnictwo ArtRage, 2025, przeł. Magdalena Petryńska
Najpierw zwróciła jego
uwagę pośród innych więźniarek. Potem doskwierała mu jej obecność w obozie. W
jego emocjach pojawiło się coś na podobieństwo poczucia winy. W końcu poczuł
potrzebę pomocy. Sprawienia, żeby przeżyła. Jakby chciał uratować Żydówkę. Albo
własne żydostwo.
Vilko Lamian nie miał
powodów, żeby w dzieciństwie czuć się dyskryminowany, stygmatyzowany. Nawet
decyzja rodziców, którzy postanowili, że ich syn przyjmie wszystkie sakramenty
chrześcijańskie, nie przyniosła obaw. Jednak wraz z brunatnieniem Chorwacji,
będącej częścią Jugosławii, zaczął pojawiać się u Lamiana niepokój. Kult
tężyzny fizycznej, antysemityzm, podejrzenia, że nie jest jak rówieśnicy tak
bardzo zafascynowany zachodzącymi zmianami, wniosły w życie Vilko niepokój,
podenerwowanie, napięcie. Od tego czasu
takie emocje będą towarzyszyły bohaterowi do końca, nasilając się po drugiej
wojnie światowej, po Holokauście, a ich kulminacja nastąpi w 1947 roku wraz z
pewną gazetą leżącą pod ławką w ciężarówce do Banja Luki i słowem „Szabadka”,
które połączył z „z imieniem i
nazwiskiem «Helena Lifka» i
określeniem „Jüdin”
zapisanym w jednej linijce z numerem 1925 w obozowej ewidencji transportów”
[1].
Wiele lat wcześniej
Lamian na studiach poznaje inną Żydówkę. Czy raczej ona poznaje jego. Nawiązuje
się nić pomiędzy dwojgiem wykluczonych. Tyle że jemu wykluczenie przeszkadza.
Na razie balansuje pomiędzy coraz bardziej oddalającymi się od siebie światami.
Mniejszościami na Bałkanach a skrajnym nacjonalizmem, który niebawem w świetle
faszystowskiej chwały uprawomocni się jako Niepodległe Państwo Chorwackie. Owa
chwiejność każe mu odseparować się od tożsamości żydowskiej i jednocześnie mieć
poczucie winy z powodu pochodzenia. Branka nie rozumie dlaczego ją odepchnął i
oferuje mu wszystko, co Vilko odbiera, jako fizyczną uległość, z czego
korzysta. Bez emocji, bez przyjaźni, bez miłości. Czytelnik wie, dlaczego
Lamian tak postąpił. Pamięta słowa Gabelicia, niedługo okrutnego Ustasza,
którego zaczyna unikać: „«Teraz
widzę, dlaczego kolega nie ma czasu na patriotyczne zajęcia, do których kolegę
zapraszam. Tylko musi kolega wiedzieć, że ta mała, z którą się kolega tak
radośnie prowadza, jest Żydówką czystej krwi. […] A może koledze jest wszystko
jedno – ciągnął Gabelić z tą samą pogardą w głosie. – Może i kolega jest jednym
z tych pejsatych, tylko sprytnie to ukrywa?» Patrzył na Lamiana surowo,
badawczo, więc w końcu musiał odpowiedzieć. «Nie jestem», wycedził przez
ściśnięte gardło. «To niech się kolega trochę zastanowi, z kim traci kolega
czas, zamiast go pożytecznie wykorzystać», zakończył Gabelić” [2]. Przerażająco
sugestywna groźba, która paraliżuje, i zostając w sercu na lata każe robić
wszystko, żeby już nigdy nikomu nie przeszła przez myśl w stosunku do niego podobna
sugestia.
Dzieciństwo, rodzice, podwórko nie zajmują w opowieści o
Lamianie zbyt wiele miejsca. Aleksandar Tišma pisze o
wielokulturowym środowisku, choć w większości otoczenie, w którym wychowywał
się Vilko, stanowili chorwaccy Żydzi. Z tych lat zapada czytelnikowi w pamięć
fakt przechrzczenia chłopca. To pierwszy sygnał nadciągającej faszyzacji kraju.
Drugim jest udzielana przez ojca pomoc żydowskim uciekinierom: „[…] kiedy
odprowadził do drzwi dwóch poważnych i zatroskanych mężczyzn z kapeluszami w
rękach, wręczywszy im wcześniej kilka banknotów. «Uchodźcy z Austrii, kto im pomoże, jeśli nie my. Ale ciebie
nic z nimi nie łączy, zapamiętaj. Jesteś ochrzczony, jesteś Chorwatem. A o
pochodzeniu po ojcu i matce musisz zapomnieć, bo Żydzi zawsze będą odrzucani i
prześladowani»” [3]. Nie zapomniał o odrzuceniu i prześladowaniu. Nie zapomniał
też, że jest ochrzczony. Przypominali mu o tym i Branka, i Gabelić. Ta dwoistość
spowodowała, że Lamian wyznaczył sobie za cel tylko i wyłącznie przeżycie za
wszelką cenę. Ale jeszcze nie w tej chwili. Bo wojna dotąd nie wybuchła, bo nie
dotarła na razie na Bałkany, bo przez jedenaście dni w kwietniu walczył, potem
uciekał, ukrywał się. Jeżeli wtedy Lamian był żołnierzem i Chorwatem, to
denucjacja obnażyła jego pochodzenie.
Wkroczył do piekieł. Wokół niego
byli sami Żydzi. „Z tyłu wyskoczyła postać w czarnym obcisłym mundurze i
czarnych oficerkach i tuż przed jego oczami znalazła się wąska, zielonooka
twarz Zvonka Gabelicia. « No i jesteś, żydowski psie! – wysyczał przez drobne
białe zęby. – Wiedziałem, że jesteś Żydem, wyczułem cię węchem, poznałem po
smrodzie i czekałem, kiedy wypłyniesz»” [4]. Teraz Tišma
ukazuje czytelnikowi jeden z najstraszniejszych dramatów drugiej wojny
światowej w Chorwacji i na Bałkanach. Wszak Lamian przed pewną śmiercią ucieka
z obozu w Jasenovcu do Auschwitz. Gdy zostaje mianowany kapo Furfą, po
przejęciu tożsamości Antuna Frfy, chorwackiego komunisty, przez Kommandoführera
Alfreda Rieglera, zrywa z ubrania żółtą gwiazdę Dawida, która towarzyszyła mu
od czasu rozmowy z ojcem aż do Jasenovca, aż do Auschwitz. Teraz, żeby nie zostać
zdemaskowanym, żeby przeżyć, co często powtarza, musi zabijać. Będzie
gestapowcem, esesmanem, Ustaszem. Bo czy utopienie w wapnie braci Štark jest
tylko strasznym epizodem, podobnie jak bicie, upokarzanie, upodlanie innych
więźniów. Symbolicznym obrazem w mózgu Lamiana jest naprężony członek w
czarnych spodniach munduru strażnika i piersi wychodzących przez bramę obozu do
pracy kobiet. Kapo Furfa jednak nie zdobywa gwałtem panowania nad człowiekiem,
kobietą, więźniarką, nie przekracza granic największej hańby. To lubieżność,
której upust dała władza kapo. Stosuje wymianę: jedzenie za rozładowanie jego
podniecenia. Czy przyczyną jest Żydówka Branka? Raczej nie. A może Zita,
szczupła blondynka, koleżanka z matematyki? Gdy w Auschwitz zdaje sobie sprawę,
że zgwałcił Helenę Lifkę, tego samego pochodzenia, co on, pojawia się poczucie
winy. Nie jest w stanie go odrzucić przez dyskretne pomaganie swojej ofierze.
Powieść jest
skonstruowana jako wspomnienia Lamiana, byłego kapo. Człowieka, który był
okrutny, ale przeżył, odrzucając siebie jako Żyda. To świadoma decyzja.
Pochodzenie spowodowało, że znalazł się w najstraszliwszym miejscu, gdzie
Ustasze nie marnowali kul na zabicie jeńców, ale po prostu ich głodzili. Nie
jest powiedziane, że Helena Lifka budzi w Lamianie żydostwo. Ona jest powodem,
że w byłym kapo Furfie rodzi się syndrom winy z powodu przeżycia. Tyle że jest
to uczucie niejasne, splątane, zawikłane. I takie się staje powojenne życie
Vilko Lamiana. Poza wykonywaniem pracy urzędnika nie jest w stanie założyć
rodziny, nawiązać relacji koleżeńskich, przyjacielskich. Z egzystencjalnego
marazmu wyrywa go węgierska gazeta. Odnalezienie Heleny, wyjaśnienie, odkrycie,
obnażenie się przed nią, staje się celem, symptomem choroby psychicznej,
popadnięcia w stan zagrożenia, ale także ucieczką przed samobójczą śmiercią.
Dzięki temu zaś czytelnik poznaje historię bohatera jako dziecka, młodzieńca i
kapo. Do wspomnień Lamian wraca co rusz w trakcie poszukiwań skrzywdzonej przez
siebie kobiety. Bodźce pojawiają się wszędzie. Odbiera się to jak miotanie
bohatera „Obłędu” Jerzego Krzysztonia. Pociągi, ulice, hotele, bary,
restauracje, śpiąca naga prostytutka, której przez całą noc Lamian przygląda
się siedząc w fotelu, tam wraca przeszłość. Wszędzie tam wrzeszczą obozowi
strażnicy i Kommandoführerzy a pod kijem padają kolejni Żydzi. Wina kapo Furfy
jest jasna, kara dla Vilko Lamiana zbyt łagodna, zdawałoby się pomyśleć. Szukając
wyjaśnienia dla wielu dylematów tej historii, obwiniając bohatera za
okrucieństwo w stosunku do kobiet, katowanie więźniów, rozumiejąc jego siłę
przeżycia i rozpaczliwe, uparte poszukiwania Lifki znajdujemy jedną z
najważniejszych książek o traumie Holokaustu, twardą, zimną, gdzie z trudem pojawia
się czytelnikowi w myślach słowo „litość”. I być może dopiero po ostatnich
stronach powieści.
Nie da się nie pominąć
porównania „Kapo” z powieścią Arnošta Lustiga „Piękne zielone oczy”, gdzie tak
jak u Tišmy dominuje relacja ofiary z katem, wykorzystującym seksualnie. Nie
można nie wspomnień o prozie Primo Leviego i Jeana Améry’ego „Poza
winą i karą” w kontekście obwiniania się za ocalenie. Aczkolwiek powieść
Aleksandra Tišmy jest trochę innego rodzaju rozliczeniem. Kata z samym z sobą.
Kata, który był ofiarą i nią pozostał.
___
[1]
Aleksandar Tišma, „Kapo”, Wydawnictwo ArtRage, 2025, przeł. Magdalena
Petryńska, s. 7.
[2]
Tamże, s. 52-53.
[3]
Tamże, s. 45.
[4]
Tamże, s. 76.

Komentarze
Prześlij komentarz