„Fantasmagorie: Opowieści o umarłych”, Zysk i S-ka, 2025, przeł. Barbara Grunwald-Hajdasz

 


        Według jednego ze słowników wyrazów obcych „fantasmagorie” to „fantastyczna wizja stworzona przez nadwrażliwą wyobraźnię; urojenie”, a co ciekawe, z francuskiego to „obraz pokazywany w latarni magicznej”, ponieważ, jak pisze Barbara Grunwald-Hajdasz w „Od tłumaczki: Gdy rozum śpi, budzą się demony”: „Pod takim właśnie tytułem («Fantasmagoriana») wydano przekład francuski antologii niemieckich autorów” [1]. W dziewięciu opowiadaniach czterech niemieckich pisarzy oraz jedna angielska autorka z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku pokazują jak zasypia rozważny umysł, szkiełko pokrywa kurz a oko staje się zamglone, tak że obraz pokazany w magicznej latarni staje się upiornym wyobrażeniem rzeczywistości. Na progu staje więc romantyzm aczkolwiek i idee oświeceniowe według autorów „Fantasmagorii” nie zostają porzucone. Niektóre opowiadania obracają w żart lęk przed umarłymi, samotną, ciemną nocą, starym zamczyskiem, którego zakamarki spowija kilkusetletni kurz. Jednak większość opowieści to szaleństwo grozy, wybuch uczuć, kocioł, w którym czarownice mieszają emocje od strachu do miłości. Równie dobrze „Fantasmagorie” mogłyby mieć podtytuł „Opowieści o miłości”, ponieważ to najwyższe ponoć uczucie łączy się tutaj nierozerwalnie z ingerencją świata nadprzyrodzonego. Powodzenie kochanków czy raczej kobiet i mężczyzn sobie przeznaczonych, wybranych za sprawą Losu, zależy od tego, co uczynili wieki temu ich przodkowie, jakich strasznych zbrodni dokonali. Nałożone na nich klątwy mają zostać zdjęte dopiero po wielu pokoleniach, zwykle przez czysty przypadek. Ale czy na pewno? Wszak miłość zniszczona setki lat wcześniej musi kiedyś zostać wypełniona. „Fantasmagorie” zatem to także opowieści o tych szczęśliwcach, którzy pomagając umarłym odnaleźć drogę do wiecznej spokoju po błąkaniu się między Piekłem a Niebem, swoje ukojenie znajdują w spełnionej miłości.

            Dwa ostatnie opowiadania mają tytuły „Szara izba” i „Czarny pokój”. Mimo tego, że zostały napisane przez różnych autorów, widać, że mogą do siebie nawiązywać. I tak jest w rzeczywistości. W tej drugiej opowieści „Szara izba” Heinricha Claurena staje się dla jednego z bohaterów sojusznikiem w boju o pokonanie wiary w duchy. Jednak adwersarz ma także silny argument, mianowicie historię o czarnym pokoju, która broni świata nadprzyrodzonego, zjawisk nadprzyrodzonych. W dodatku ( o dziwo!) słowami lekarza, czyli człowieka, będącego z racji wykształcenia i zawodu, przedstawicielem idei oświeceniowych. Spór jednak rozstrzyga trzeci z rozmówców, przedstawiając dowody racjonalne, udokumentowane, niepodważalne. I w ten sam sposób rozwiązując tajemnice i „Szarej izby”, i „Czarnego pokoju” Johanna Augusta Apela.
          Opowieść poprzedzająca wyżej wymienione to „Duch zmarłego” Friedricha Launa. Fabuła toczy się początkowo w iście telegraficznym skrócie, zapowiadającym nieszczęście,  które spotka zakochaną młodą kobietę, jeśli wyjdzie za mąż za człowieka, którego nie akceptuje ojciec młodej panny. Udowadnia, że sny, w których pojawia się oblubieniec jego córki, zapowiadają nadciągające fatum. Córka jednak knuje intrygę i dzięki mistyfikacji udaje się doprowadzić do małżeństwa. Niestety i po ślubie ojciec-teść ingeruje w życie małżonków, w taki sposób, że młodzi ludzie poddają się wierze w duchy. I rzeczywiście, po upływie kilku lat wspólnego pożycia jakiś fatalizm podkopuje małżeństwo: „Obie połówki tak szczęśliwie kiedyś połączone w jedną całość zaczęły się usamodzielniać i choć żadna z nic nie mogła oskarżyć drugiej o faktyczną niewierność, to jednak w tym względzie stali się dwojgiem zdecydowanych sceptyków, z niewiarą odnoszących się do poglądów przeciwnej strony. Po upływie trzech lat wewnętrzne więzy między nimi całkowicie się rozpadły” [2]. W końcu następuje tragedia. Okazuje się, że mąż ciężko acz krótko choruje i w końcu umiera podczas samotnego pobytu w kurorcie. Wyśmiewana wiara w duchy z początku opowiadania wraca na karty opowieści po części fabuły, w której panuje jedynie racjonalizm. Wdowę odwiedza duch zmarłego męża. Na szczęście jednak Friedrich Laun (przełom XVIII i XIX wieku!) zdecydowanie stoi po stronie trzeźwego umysłu i kończy „Ducha zmarłego” klamrą, która nie dość, że pieczętuje racjonalność, ale podkreśla humor, ironię, nieco złośliwość, w każdym zaś razie przekazuje nam nauczkę nie tylko w kwestiach wiary w świat nadprzyrodzony, ale i relacji małżeńskich.
       Jedno z opowiadań zatytułowane jest „Pokrewieństwo ze światem duchów”. Oddaje to nastrój pozostałych sześciu opowiadań, w których wszakże straszliwe tajemnice zostają wyjaśnione, ale w taki sposób, że niesamowite, nie podlegające rozumowi wydarzenia należy przyjąć i im się podporządkować. Rzeczywistość niematerialna istnieje obok naszego świata. Często tutaj przenika i ingeruje w życie ludzi. Czasami pomaga, żeby zdobyć upragnioną ukochaną, innym razem zabiera do siebie, bo świat realny stanowi okropne męki lub przebywanie w nim jest jedynie nużącą, bezsensowną, samotną egzystencją.
          W całym zbiorze nie ma zbyt wielu atrybutów architektonicznej i krajobrazowej niesamowitości. Autorzy nie lubują się zbytnio w opisach ponurych budowli, zamglonych wrzosowisk, nagle zapadających w starych lasach mroków, cieni krążących wokół bohaterów. Większą uwagę poświęcają rodzinnym klątwom, odkrywanej ponurej przeszłości, miłości i przyjaźni łączącej nas z zaświatami. Więcej tu zatem opisów przeżyć bohaterów i skupiania się na ich działaniach. Od budowania nastroju ważniejsze jest to, żeby czytelnik stał się świadkiem, towarzyszem głównych postaci fabuły. Siedział przy stoliku w salonie bogatego domu, był jednym z zaproszonych na występ cyrkowca, słuchał opowieści w majątku hrabiego, zasiadł pośród weselników w pewnej francuskiej wilii… To tam przecież duch matki depcze po piętach ukochanej córki, której przepowiednia dotyka jedynej siostry i w końcu zabiera do siebie, wyrywając z objęć oddanych przyjaciółek. Właśnie w posiadłości hrabiego odbywa się pokaz cyrkowy, który zmieni życie bohatera, godząc go z dawno zmarłym ojcem. W kurorcie zaś początkowo zwyczajna historia zamienia się w szkatułkową opowieść, w której zmarli zamieniają się miejscami z żywymi. Burza podczas wesela przywołuje zza światów turkot kół jakiegoś powozu i ciężkie kroki na schodach, co kończy się śmiercią grzesznicy i niewinnej, przypadkowej dziewczyny.
            Ale, ale! Mimo wszystko w niesamowitych opowieściach nie może się obejść bez starych zamczysk i przerażających duchów. Takie przyjemności oferują czytelnikowi opowiadania „Portrety przodków” i „Milcząca miłość”. To pierwsze ma niezwykle zawikłaną fabułę, ale kończącą się nad wyraz pomyślnie. Wiadomo, że stare rody z krajów, które swoją historię wywodzą jeszcze sprzed czasów Cesarstwa Rzymskiego, mają przeszłość mroczną, tajemniczą i powikłaną. Nietrudno w nich odnaleźć skrywane zbrodnie, rzucane klątwy, pokuty ciągnące się przez setki lat. Niezwykle interesującym epizodem w opowiadaniu Apela jest lęk człowieka przed złowieszczym portretem, obrazem, który bohater musi mijać po wielekroć przechodząc przez wielką, pustą, ponurą komnatę. Ów epizod to zamknięta w szkatułce głównego utworu opowieść omawiana postacie „Portretów przodków”. Warto zwrócić uwagę, że cechą charakterystyczną zbioru opowiadań „Fantasmagorie” jest właśnie szkatułkowość, ale i odniesienia do tych krótkich opowieści przez słuchaczy. Wówczas fabuła nawiązuję do opowiadania umieszczonego w szkatule, ale o niedomkniętym wieczku. Rozwija się wtedy kreując nowych bohaterów i odsłania tajemnice, które ktoś wyjawia, zazwyczaj niechętnie, po namowach: „Baronowi udało się w końcu namówić ją, żeby wyjawiła powód tej nadzwyczajnej decyzji i po kilku odmowach wreszcie zaczęła: - Tajemnica, której wyjawienia pan ode mnie żąda, dotyczy pańskiej własnej rodziny” [3]. Na przykład dzięki temu otwierają się rodzinne archiwa: „Głęboko skryta stała żelazna skrzynia nieotwierana prawie od tysiąclecia. Była obwiązana mocnym łańcuchem i przymocowana do podłogi i murów na wieczne czasy. Bardziej niż solidne zamki i łańcuchy zabezpieczały jej świętość same wielkie cesarskie pieczęcie” [4].
            „Milcząca miłość” jest najdłuższym opowiadaniem zbioru. Trochę to opowieść przygodowa, trochę epos miłosny, sporo w nim elementów baśni czy legendy. Główny bohater, Franz, jest niedobry, rozrzutny, marnotrawny. To utracjusz i hulaka. Rzecz jasny pochodzi z bogatego domu. Zgodnie ze znanym schematem traci majątek. Nie trudno zgadnąć, że się zakochuje i dla swojej wybranki postanawia zmienić. Ku temu jednak droga daleka, trudna, w przenośni wyboista i niebezpieczna. Z krajów niemieckich wybiera się w podróż do Niderlandów, żeby przywrócić swoje dobre imię jako kupca i mieszczanina oraz zdobyć pieniądze. Niestety na trakcie wyprawy czekają na niego wyzwania i próby. Czy dobrze wybierze, czy im podoła? Franz jest teraz biedny jak mysz kościelna, także stracił przyjaciół, którzy odwrócili się od niego, kiedy zabrakło pieniędzy na wystawne przyjęcia, podarunki. Taka nauczka w baśniach powoduje, że bohaterowi zmienia się charakter, nabywa cech szlachetnych, staje się honorowy i bezinteresowny. Oto jakie słowa kierowane są do tego lepszego Franza: „Ale człowiek waszego pokroju jest u mnie zawsze mile widziany. Wy mówicie prosto i po niemiecku, co macie na myśli, jak to jest w zwyczaju bremeńskim. Odwiedźcie mnie, jeśli was droga znów tu zawiedzie. Jak Bóg przykazuje” [5], „Zatem, mój młody, nieznajomy człowieku, jeszcze raz przyjmij moje podziękowanie, że mnie w końcu wybawiłeś [6]. Zanim padną Franz musi zmierzyć się z własnym lękiem. Beznadziejność jego sytuacji, ale i zawziętość w wykonaniu zadania, powodują, że przekracza progi i swojego strachu, i bram ponurych, żeby nie powiedzieć straszliwych zamczysk, których mury omija się z daleka. Gdy bohater przechodzi próby szczęśliwie, dostaje swojego rodzaju moc, przypieczętowana zostaje jego wartość jako dobrego człowieka. Pierwsze doświadczenie otrzymuje od rycerza z krwi i kości, acz owianego krwawą legendą. Drugie pochodzi już ze świata zmarłych. I jest o wiele bardziej ważne bo przecież stamtąd właśnie kieruje się losem człowieka. Prawie wszystkie opowiadania z „Fantasmagorii” o tym mówią. O podsycaniu lęku przed nieznanym, niewyjaśnionym, śmiercią. O wzbudzaniu niepokoju i pozostawianiu człowieka bezradnym, pogodzonym z istnieniem świata nierealnego. Prawie wszystkie… Clauren i Apel mówią czytelnikom coś całkiem innego, odwrotnego.
Przełom XVIII i XIX wieku jest niezwykle ciekawym czasem. To schyłek ponad stu lat rozumu, Adam Mickiewicz zapowiada w „Romantyczności”, że do człowieka silniej przemawia czucie i wiara niż nauka, Król Olch zaś wabi, daje znak, wyciąga dłoń w balladzie Johanna Wolfganga Goethego w końcu XVIII wieku. Aczkolwiek to jeszcze nie czas, żeby zasłony do niepokojącego świata zostały rozsunięte całkowicie. Legendy, mity, baśnie, opowieści przy kominku i w gospodach przybierają postać literatury, wprawdzie grozy, ale która trafia na salony i trochę strasząc uczy, szydzi, ironizuje, przestrzega i napomina, żebyśmy nie odwracali się od wcale nie minionego siècle des Lumières.  
 
___
[1] „Fantasmagorie: Opowieści o umarłych”, Zysk i S-ka, 2025, przeł. Barbara Grunwald-Hajdasz, s. 321.
[2] Tamże, s. 260.
[3] Tamże, s. 41.
[4] Tamże, s. 43.
[5] Tamże, s. 210.
[6] Tamże, s. 228.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Teatr Jaracza, "Krzyżacy"

Percival Everett, "James", przeł. Kaja Gucio, Wydawnictwo Marginesy, 2025

Katarzyna Boruń-Jagodzińska, "Fala i piach: Wodozbiór", Oddział Warszawski Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, 2025